Sands of Time the movie






tytuł: Prince of Persia: Sands of Time
premiera: 2 luty 2006
reżyseria: Antoine Fuqua
scenariusz: Jeffrey Nachmanoff
produkcja: Jerry Bruckheimer
obsada: obecnie niewiadomo









Ciekawe czy pracując na kinematografem bracia Lumiere domyślali się jak ich wynalazek zmieni świat. Zapewne nie podejrzewali że kilkadziesiąt lat później wyświetlanie po kolei zdjęć stanie się najbardziej dochodową gałęzią showbiznesu. Od początku swojego istnienia kino ewoluowało choć w moim mniemaniu nie są to jakieś rewolucyjne zmiany, dźwięk, kolory, dźwięk przestrzenny, ekrany panoramiczne, telewizja trójwymiarowa czy olbrzymie wklęsłe rzutnie pozwalające niemal znaleźć się w filmie. To wszystko to rozwinięcie podstawowego pomysłu, niewątpliwie wynalazku przełomowego bo chyba każdy zgodzi się że bez kina świat byłby nudny. Podobnie jak X muza rozwijał się świat gier, począwszy od pierwszej gry polegającej na odbijaniu kropki (pong) technologia poszła do przodu i współczesne gry korzystają z prawie wszystkich peryferii znanych w świecie kina. W pewnym momencie oba światy zaczęły się przenikać, ale zanim na ekrany trafiła pierwsza adaptacja gry video ten wątek był poruszany w kilku obrazach. Przede wszystkim „Tron”, szalenie efektowna wizualnie i po prostu wciągająca historia programisty który uwięziony wewnątrz systemu komputera walczy o życie. Wspomnę też o osadzonych w bardziej autentycznych realiach „Grach Wojennych”, niewinna gra online omal nie doprowadza do atomowego holokaustu. W końcu jednak musiał nadejść ten moment gdy postać znana z konsol/komputerów/automatów zawitała na srebrny ekran, wybór był oczywisty, szlaki przecierał wąsaty hydraulik Mario będący ikoną popkultury. Ten film jest szalony, fabuła gry została potraktowana po macoszemu, wyciągnięto główne postacie i zamiast umieścić całe towarzystwo w surrealistycznej krainie znanej z pierwowzoru scenarzyści wrzucili wszystko do współczesnego Nowego Jorku, dodaj do tego alternatywny świat i potomków dinozaurów i wybuchowy koktajl gotowy. W rezultacie wyszedł z tego obraz fantastyczny, lekki science fiction dla całej rodziny i do tego z niezłą obsadą. Pierwsza jaskółka nakreśliła pewną tendencję, wszystkie następne adaptacje gier będą jedynie opierały się o swoje pierwowzory. Praktycznie każda adaptacja w stopniu mniejszym bądź większym odbiega od gry (są wyjątki, np. filmowe pokemony). Uważam ze to tendencja jak najbardziej słuszna chociaż pewnie nie każdy się z tym zgodzi, ale scenariusze do gier nie są pisane pod kątem kina i gdyby kurczowo trzymać się fabuły gry to po obcięciu pewnej liczby wątków nie wszyłoby z tego nic dobrego. W momencie gdy piszę te słowa wiadomo już że film Prince of Persia będzie dosyć luźno oparty na fabule gry, czy Ci się to podoba czy nie osądź sam, ale czy nie lepiej poznać nową (bądź zmienioną) historię niż oglądać to samo co w grze tylko że z aktorami? Jasne że lepiej, ale powróćmy do filmu o Perskim Księciu. Poniżej kalendarium poszczególnych informacji ujawnianych przez wytwórnie filmowe (pozwoliłem sobie na kilka słów komentarza).



27 • 02 • 2006  



"Jeffrey Nachmanoff ("Pojutrze") napisze scenariusz filmu opartego na popularnej grze wideo "Prince of Persia: The Sands of Time", którą na duży ekran zamierza przenieść Jerry Bruckheimer - współtwórca sukcesu przygodowej superprodukcji "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły".
Akcja "Prince of Persia: The Sands of Time" rozgrywa się w dziewiątym wieku w Persji i opowiada o przygodach księcia, który w górach odkrywa niebezpieczny artefakt i wraz z piękną księżniczką musi powstrzymać swojego przeciwnika przed zniszczeniem świata. Ponadto - dzięki tytułowym piaskom czasu - nasz bohater ma moc cofania się w czasie, zatrzymania tegoż oraz przewidywania przyszłości.
Bruckheimer zapowiada, że film nie będzie wierną adaptacją gry. Podobnie jak w przypadku "Piratów z Karaibów", które inspirowane były jedną z atrakcji Disneylandu, z gry wzięte zostaną pewne elementu i na ich podstawie zostanie stworzona zupełnie nowa, oryginalna historia.
"Prince of Persia" jest jedną z najstarszych serii w historii gier komputerowych. Jej pierwsza część ukazała się już w 1989 roku zdobywając olbrzymią popularność. Kolejne części gry ukazały się w latach 1993 i 1999. Jednak ostatnia z nich okazała się finansową porażką i perski książę na kilka lat zniknął zupełnie z rynku. Powrócił w 2004 roku w grze "Prince of Persia: The Sands of Time", która została uznana za jeden z najważniejszych tytułów minionego roku. W ciągu pierwszych 3 miesięcy od daty premiery na całym świecie sprzedano 3 miliony egzemplarzy programu. "




04 • 03 • 2004  



"Jerry Bruckheimer, który wspólnie z Antoine'em Fuquą kończy prace nad "Królem Arturem", zaangażował się w produkcję filmu, którego scenariusz oparty zostanie o fabułę bardzo popularnej gry - "Prince of Persia: The Sands of Time".
Akcja "Prince of Persia: The Sands of Time" dzieje się w IX wieku w średniowiecznej Persji. Jej głównym bohaterem jest młody książę, który w czasie jednej z wojennych wypraw natrafia na ostrze, które posiada potężne magiczne możliwości oraz tajemniczą klepsydrę kryjącą w sobie Piaski Czasu mogące zamieniać ludzi w piaskowe potwory.
Autorem scenariusza ekranizacji gry będzie jej twórca, Jordan Mechner. W produkcję filmu zaangażował się również John August. Będzie on jego producentem wykonawczym oraz czuwał będzie nad powstawaniem scenariusza."




17 • 01 • 2001  



"Wszyscy miłośnicy gier komputerowych doskonale znają tytuł "Prince of Persia", jednej z najlepszych gier zręcznościowych wszech czasów. Otóż trwają prace nad jej ekranizacją. Robin Marlow zakończył już pisanie scenariusza. Obecnie dwie wytwórnie Portobello Pictures Ltd oraz Bronco Films Ltd rozważają możliwość zakupienia scenariusza."
Jak widać filmową adaptacją gry zainteresowano się na poważnie zanim powstała trylogia Ubisoftu. Kim jest tajemniczy Robin Marlow? Nie mam pojęcia, ale ciekawi mnie jak wyglądał scenariusz, czy był oparty na którejś z pierwszych trzech części czy była to raczej bardziej swobodna adaptacja. Zapewne nikt z czytających nie słyszał wcześniej o dwóch wymienionych powyżej wytwórniach. Portobello Pictures nie ma na swoim koncie żadnych słynnych filmów, jest głośny „Kola”, ciekawy czeski film z sobowtórem Seana Connery’ego. Oprócz tego ta mało znana wytwórnia wyprodukowała „Dziewczynę na urodziny” z Nicole Kidman oraz ciekawy horror „DeathWatch”, historia grupki żołnierzy podczas pierwszej wojny światowej którzy zmuszeni są ukrywać się w opuszczonych okopach gdzie coś na nich poluje. Natomiast Bronco Films to chyba jakiś odłam wymienionej wcześniej wytwórni, pewien nie jestem. Oszałamiających filmów przygodowych nie stwierdzono, może to i lepiej że wtedy nie udało się nakręcić filmu Prince of Persia. Jeżeli jednak zdarzy ci się obejrzeć „DeathWatch” pomyśl że podobnie mogłaby wyglądać adaptacja gry Mechnera, czyli kameralne lochy z niewielką liczbą zdjęć plenerowych.





W chwili obecnej jedyne czego można być pewnym w kwestii filmu Prince of Persia to pełne zaangażowanie Jerry’ego Bruckheimera w ten projekt. Jako producent filmowy posiada rzadko spotykany szósty zmysł do wyczuwania potencjalnego zysku, dlatego gdy popularność gry wzrasta coraz bardziej pozbywanie się licencji byłoby bezsensowne. Pewnie niewiele osób zainteresują fakty o jego rodzinie pochodzeniu i reszcie życiorysu. Facet urodził się w Detroit a jego rodzicie uciekli spod reżimu trzeciej rzeszy. Zresztą to nieważne, skupie się na filmach które Jerry sobą reprezentuje, a ponieważ wszystkie one mają pewien wspólny mianownik można wysnuć kilka wniosków na temat adaptacji perypetii Księcia. Blockbuster, takim właśnie mianem określa się kinowe przeboje. Nazwa wzięła się od długich kolejek jakie ustawiały się do obejrzenia „Gwiezdnych Wojen” (pierwszych gwiezdnych wojen, nie tych nowych nie do końca udanych). Głównie w tej sferze swoje paluchy macza Bruckheimer. Obrazy które sygnuje swoim nazwiskiem to nie filmy ambitne czy nowatorskie ale filmy których głównym zadaniem jest zarobienie masy pieniędzy i w zamian za rozrywkę. Począwszy od efektownego „Top Gun” co drugi film przez niego wyprodukowany to tego typu kino. Lekkie i rozrywkowe. Nie da się ukryć że efekciarska zabawa nie idzie w parzę z naukową wiarygodnością, wiedzą o tym osoby mający trochę więcej niż tróję z fizyki, w takim „Armageddonie” głupota goni głupotę . Czy to źle? Jasne że nie, jak chcę realizmu to włączam sobie kanał Discovery, w kinie chcę się dobrze bawić i bez skrzywienia przyznaje że filmy akcji takie jak „Twierdza”, „Con Air” i mnóstwo innych mi to zapewniają. Na filmowe przygody księcia musimy spoglądać przez pryzmat „Króla Artura”; jak dotąd jedynego filmu quasihistorycznego w dorobku Bruckheimera, ekranizacja słynnej legendy powstała na fali popularności rewelacyjnego „Gladiatora” Ridley’a Scotta który otworzył drzwi do Hollywoodu „Troi”, „Aleksandrowi” czy „Królestwu Niebieskiemu”. „Król Artur” to oczywiście rozrywkowe kino, bez moralizatorstwa, po prostu rozrywka. Czy jest to kino raczej dla młodszych widzów („Skarb Narodów”), pełnokrwiste kino przygodowe („Król Artur”, „Piraci z Karaibów”), sensacja („Beverly Hills Cop”, „Wróg Publiczny” czy świetny kryminalny serial „C.S.I.”) lub kino czystej akcji („The Rock”, „60 sekund”) mamy pewność że wpompowane w produkcję dolary nie zmarnują się, efekty specjalne, dynamiczny scenariusz i pozostałe rzemiosło będzie dopracowane. Nie należy przeceniać roli producenta, to reżyser ma pierwsze i ostatnie słowo na planie ale po przejrzeniu tytułów przez Jerry’ego Bruckheimera wyprodukowanych można być tylko dobrej myśli.








Menu Główne