|
Soundtracki |
|
Weź udział w projekcie "Prince of Persia:the Album"
Wraz z rozwojem technologii dźwięku w grach kompozytorzy mogli pozwolić sobie na coraz więcej swobody. W miarę jak powiększała się liczba bitów oraz moc obliczeniowa utwory stanowiące tło rozgrywki stawały się coraz bardziej urozmaicone. Prawdziwy przełom nadszedł po wprowadzeniu CD ROMu, ten nośnik zdeklasował swoich poprzedników olbrzymią objętością. Od tego momentu nie było żadnej przeszkody w napisaniu monumentalnej partytury ilustrującej grę, oczywiście pierwsze kompozycje nie miały zbyt wielkiej wartości artystycznej ale był to krok w dobrym kierunku. Lata mijały, budżet potrzebny do wypuszczenia na rynek murowanego przeboju pęczniał, czasy gdy za gotowy do dystrybucji produkt odpowiadała mała grupka programistów bezpowrotnie odeszły. Wypuszczane superprodukcje czasem przebijają swoim budżetem kinowe przeboje, tak więc siłą rzeczy inwestuje się także w stronę muzyczną. Dziś jest to osobna gałąź muzyki a słuchając ścieżki dźwiękowej np. do HALO2 nie można powiedzieć że w jakimś aspekcie ustępuje ona filmowym soundtrackom.
Do skomponowania muzyki ilustrującej pierwszą część swojej sagi Ubi Soft zatrudnił kapele Tea Party. Muzycy wywodzili się z Montrealu, miasta w którym powstałą reinkarnacja Prince of Persia, nie wiem czy właśnie to zdecydowało o wyborze tego zespołu ale faktem jest że mieli już oni na koncie kilka płyt z gatunku indie rock. Ze swojego zadania wywiązali się znakomicie co potwierdza każdy po choćby jednorazowym przejściu „Sands of Time”, właściwie jedyną wadą ścieżki dźwiękowej było rzadkie jej używanie. Jak wiem w sequelach ten problem został zażegnany ale wtedy było to solą w oku u części fanów którym słoń nie nadepnął na ucho. Gracz rządny muzycznych doznań rodem ze starożytnej Persji musi jedna wziąć na wstrzymanie, sprawa bowiem nie jest taka prosta. Zdobycie oryginalnej ścieżki dźwiękowej to spory wydatek i pewnie większość osób zdążyła się zaopatrzyć w empetrójki. Niestety miałem okazję wysłuchać niezrippowanej wersji (czyli normalne audio cd) i różnica jest słyszalna, na komputerze tego nie czuć ale po porównaniu na zwykłej wieży nie chce się wracać do płyty nagranej z plików MP3, dźwięk który poległ w procesie kompresji jest już nie do uratowania. No ale nie ma co narzekać gdyż do niedawna nawet ściągniecie jednego z albumów było problematyczne. Powstało pewne zamieszanie. Zacznijmy od „Piasków Czasu”. Te jak wiadomo po wydaniu gry sprzedawały się słabo, dlatego też Ubi Soft mimo protestu fanów zdecydował się nie wydawać ścieżki dźwiękowej. W obliczu tych faktów na oficjalnej stronie Tea Perty Dreams umieszczono album składający się z bodajże dwunastu utworów, naturalnie nie była to pełna ilustracja muzyczna, wielu utworów brakowało a jeden nawet się powtarzał. Gdy gra została wydana w Japonii osiągnęła spory sukces, teraz już wiadomo że w Kraju Kwitnącej Wiśni tytuł osiągnął najlepsze wyniki finansowe. Wtedy szefostwo Ubi zdecydowało się na wydanie właśnie tam soundtracku.
Oznaczało to że mp3 ze strony Tea Part Dreams muszą zniknąć, dziwnym trafem upadła cała strona. Nie będę produkował teorii spiskowej, wszak strona już działa. Ważne jest że z dwóch krążących po sieci albumów ten z listą napisaną powyżej jest pełnym wydaniem. Podobna sprawa ma się z płytą Warrior Within. Tym razem rządni muzyki fani sami wzięli się za rippowanie muzyki z gry. Niestety część piosenek była podzielona na kilka fragmentów, wynikało to z mechanizmów gry która zapętlała odpowiednio dynamiczny kawałek adekwatny do wydarzeń na ekranie. Tak więc pocięte piosenki (nazwane ‘trackmusamb’ od 1 do 145, czasem inaczej ale nadal utwory były bezlitośnie okaleczone) kursowały w sieci i chociaż były jedynie półśrodkiem to nie było innej alternatywy. Prawdziwy soundtrack ponownie został wypuszczony wyłącznie w Japonii, i znowu aby sobie na niego pozwolić trzeba było wyłożyć dosyć pokaźną sumkę (razem z przesyłką ok. 170zł). Poniżej umieszczam spis tracków w oficjalnym soundtracku abyś mógł sobie sprawdzić którą wersję posiadasz. Jeżeli pocięte rippy to gorąco namawiam do zaopatrzenia się w autentyczne wydanie będące uczta melomana. Z tajemniczych powodów na krążku nie znalazły się utwory Godsmacka ale można to przełknąć.
Nietstety do dnia dzisiejszego rzesza fanów nie doczekała się oficjalnego wydania muzyki z „Dwóch Tronów”, co prawda nie jest ona tak dobra jak u poprzedników ale całość trzyma bardzo przyzwoity poziom a kilka utworów zasługuje na uznanie. W internecie krąży muzyka zrippowana z gry, a ponieważ nie ma innej alternatywy to jest to jedyna możliwoścć dokładnego obadania owych arabskich nut. Niestety niektóre utwory są pocięte i szczerze mówiąc rzadko wracam do tego albumu, wolę raczej czekać na oficjalne wydanie które mam nadzieje szybko ujrzy światło dzienne. Nie mogę nie wspomnieć o bonusowej płycie dodawanej do przedpremierowych zamówień dwóch tronów. Album to zbiorek ciekawszych ilustracji z całej trylogii, są to przede wszystkim melodie stanowiące tło przerywników filmowych ale i od tej reguły jest wyjątek. Mimo iż po upływie połowy utworów partytura robi się wyjątkowo ciężka to bardzo wysoko cenie sobie ten album. Kolejną dobra wiadomością jest posunięcie Cenegi która zdecydowała się na ten bonus także w Polsce. Posunięcie godne uznania bo takie ekstrasy przeważnie omijają Europę o naszym kraju nie wspominając.
|
|
|